[Mikołaj]
Tegoroczny kwiecień był absolutnie odlotowy… Działo się, oj działo. Dużo, szybko, ciekawie i daleko :)
W telegraficznym skrócie – od miesiąca jestem członkiem zarządu Okręgu Mazowieckiego Związku Polskich Fotografów Przyrody, pierwszy raz byłem nad Ujściem Warty i, już nieegoistycznie, uczestniczyliśmy z Kasią w fantastycznym plenerze ZPFP wśród rozlewisk Biebrzy.

Ponad dwudziestka fotowariatów z przeróżnych zakątków Polski postanowiła przez kilka dni chłonąć wyziewy biebrzańskich bagien w poszukiwaniu niepowtarzalnych ujęć mocno spóźnionej w tym roku wiosny. W Gugnach mieliśmy okazję bliżej poznać koleżanki i kolegów z Mazowsza, a także zawrzeć nowe znajomości. Niektórzy krzywią się na takie spędy, przytaczając argumenty o wielu powtórzonych kadrach, zamieszaniu i chaosie niesprzyjającym pracy nad zdjęciami. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że uwielbiamy ten plenerowy chaos i zamęt! :) Oczywiście najbardziej doceniamy niepowtarzalne kadry, przemyślane i uwiecznione w spokoju i skupieniu, ale w przypadku plenerów może być to tylko wartość dodana. Towarzystwo ludzi pozytywnie zakręconych na tym samym punkcie co my, świetna atmosfera, niekończące się żarty i nieznikające z twarzy uśmiechy o dowolnej porze dnia i nocy, to jest TO!

Przez kilka dni pleneru wszystkie obiektywy zerkały w stronę natury, jednak nie dało się uniknąć i oprzeć pokusie uchwycenia w kadrze towarzyszy fotoprzyrodniczej doli i niedoli :) Ponieważ tłumne podróżowanie i fotografowanie nie jest wygodne, nie służy też przyrodzie, przez pięć dni pleneru wyruszaliśmy w teren głównie w mniejszej grupie. Agnieszka i Jacek, Kasia, Krzysiek, Michał – jeżeli ktoś zaproponuje nam plener na końcu świata, zabieramy tę ekipę :)

[Kasia]
Nie możemy też pominąć tematu plenerowych smakołyków, takich jak przepyszna szarlotka, pigwówka czy ser własnej roboty przywiezione z domów przez Krzyśka i Michała, rozweselające nalewki Agnieszki i Jacka oraz Krzyśkowe robione na miejscu grzanki z serem, czosnkiem i majerankiem, mniam.

[Mikołaj]
Ponieważ na koniec kwietnia przypadają gody żab moczarowych, wszyscy nasłuchiwali i wypatrywali na mokradłach charakterystycznego dla tego okresu błękitu. W okresie przygotowań do rozrodu samce tego gatunku przybierają charakterystyczną, niebieską barwę. Miłosne wygibasy wychodzą moczarówkom najlepiej w bardzo specyficznych warunkach, w związku z czym, jeśli się chce obserwować to zjawisko, trzeba dokładnie śledzić prognozy pogody i sytuację w bagiennych kałużach.

[Kasia]
Ja poza niebieskimi żabami moczarowymi, które niespecjalnie miały ochotę pozować z bliska (ale jaki fantastyczny odgłos wydają razem!), spotkałam m.in. żabkę trawną, jaszczurki żyworódki i w wielu różnych miejscach zaskrońce – to chyba ich rok. Udało mi się nawet trafić na gniazdo zaskrońców w korzeniach ściętego drzewa, a kiedy je minęłam, prawie stanęłam na głowie jednemu bardzo bojowemu: najpierw ustawił się – jak zauważył na zdjęciu Mikołaj – w symboliczne być może 68 ;) , a potem zwinął się w sprężynę i zdecydowanie miał zamiar mnie dziabnąć. Dlatego grzecznie i spokojnie sobie poszłam.

[Mikołaj]
Drugim przyrodniczym tematem, nad którym warto było, dosłownie i w przenośni, pochylić się w tamtym czasie, były kwiaty. Licząc na to, że kleszcze zajmują się swoimi sprawami, uprawialiśmy precyzyjne pełzanie z aparatami pośród przylaszczek, zawilców, sasanek i innych kwitnących wtedy roślin.

[Kasia]
Z racji opóźnionej wiosny wiele roślin było jeszcze mało rozwiniętych, kaczeńce dopiero zaczynały mieć pąki, szachownica tak samo (jestem niepocieszona, bardzo chciałam ją zobaczyć), drzewa z godziny na godzinę robiły się coraz bardziej zielone. Były przylaszczki, były zawilce, ale najbardziej jestem zadowolona z mojej serii pajęczano-sasankowej ;)

[Mikołaj]
Podczas przemierzania Carskiej Drogi po prostu nie da się powstrzymać przed odruchowym wypatrywaniem w lesie i trzcinowiskach charakterystycznych sylwetek łosi. Te nad wyraz spokojne zwierzęta mogą zadziwić swoim opanowaniem. Dyskretnie obserwowane przez miłośników przyrody, niestety też bezpardonowo molestowane przez żądnych wrażeń turystów, często wydają się nie zwracać uwagi na bliskość człowieka. Z szacunku dla władców biebrzańskich bagien oraz kierowani zdrowym rozsądkiem schodziliśmy łosiom z drogi, by nie niepokoić ich bez potrzeby. Zwłaszcza że większość spotkań miała miejsce w środku dnia, kiedy bardzo trudno o dobre zdjęcia.

[Mikołaj]
By w pełni docenić piękno rozlewisk Biebrzy, najlepiej zobaczyć je o każdej porze dnia. Spore szanse na dobre ujęcia daje pobudka przed świtem i wypad na wschód słońca. Pod koniec kwietnia w Gugnach oznacza to barbarzyńskie wyrwanie z łóżka około trzeciej w nocy (bądźmy uczciwi, to nie jest rano!) i blisko godzinny przejazd na zachodni kraniec rozlewiska. Według nas, opłaciło się poświęcić. Sen jest dla słabych! Trzy godziny wystarczą ;)

[Mikołaj]
Dolina Biebrzy potrafi oczarować nie tylko pejzażami bezkresnych wiosennych rozlewisk. Zachwycają także mroczne olsy, łęgi, torfowiska i największe polskie bagna.

[Kasia]
Krajobrazy czy widoczki to nie jest „mój” temat, ale odkąd noszę ze sobą aparat średnioformatowy, staram się czasem coś w tym kierunku zdziałać. A nad Biebrzą jest tak pięknie… No i obowiązkowe zdjęcie łosia, wiem, że niezbyt rewelacyjne, ale moje pierwsze i muszę się pochwalić, że też jakieś mam. Zrobiłam je przy okazji jednego z kilku spotkań z łosiami, tylko ten jeden raz wyjęłam aparat, podczas pozostałych wolałam sobie na łosie popatrzeć, są naprawdę niezwykłe.

[Mikołaj]
Żaby, bagna, łosie… Wszystko fajne, ładne i ciekawe, ale gdzie te pióra, ja się pytam? :) Wyjeżdżając na plener, liczyłem na spotkania z innymi gatunkami typowymi dla Doliny Biebrzy, ale wizyta na placu budowy remiza, podniebnego inżyniera sprawiła, że bez żalu mogłem wrócić do domu ze stosunkowo niewielką ilością ptasich kadrów. Obserwacja i fotografowanie bocianich celebrytów z Góry Strękowej oraz krótkie spotkanie z piecuszkiem dopełniły zadowolenie :)


  1. efka pisze:

    Mam napisać coś miłego? O.K. JESTEŚCIE SUPER KUMPLAMI NA PLENEROWE DNI a na plenerze nie pogoda i nie kadry są najważniejsze lecz KUMPLE !!! Cały stres odchodzi:-)

    • KiM pisze:

      Bardzo nam miło :)
      Zdecydowanie trzeba to jak najczęściej powtarzać. Następnym razem też liczymy na pokaz z naczelnymi, bo goryle były świetne.

Napisz nam coś miłego