Korzystając z zaproszenia przemiłych znajomych, Kasi, Asi i Adama, dołączyłem w połowie kwietnia do kilkudniowej wyprawy do Parku Narodowego „Ujście Warty”, na XII Zlot Rzeczpospolitej Ptasiej. Zlot ten to niepowtarzalne spotkanie pozytywnych wariatów zakochanych w przyrodzie, a w szczególności w jej skrzydlatych przedstawicielach. Obserwacje i ochrona ptaków, podnoszenie świadomości ekologicznej czy fotografia przyrodnicza – przez dwa dni zjazdu w Słońsku i okolicach rozmawiało się tylko o tym. Wśród uczestników, w zdecydowanej większości rasowych ptasiarzy, można było rozpoznać twarze i usłyszeć nazwiska znamienitych fotografów przyrody, filmowców, przyrodników.

Mieliśmy przyjemność zatrzymać się w jednej kwaterze m.in. z Markiem Pióro, autorem Plamki mazurka, człowiekiem, który zna wszystkich i którego znają wszyscy. To dzięki niemu byłem w stanie powiązać pierwszy raz widziane twarze z nazwiskami, które znam od lat, a także nawiązać nowe, ciekawe znajomości.

W nie mniejszym stopniu jak Rzeczpospolita Ptasia, do Słońska przyciągnęły nas rozlewiska Warty. W tym roku bardzo obfite i rozległe, co utrudniało poruszanie się po okolicy, wpłynęło też na zachowanie oraz możliwość obserwacji i fotografowania ptaków.

Większość czasu spędziliśmy, krążąc po okolicy w oczekiwaniu na dobre światło i szukając okazji do zdjęć. Wszyscy liczyli na uchwycenie w kadrze długo wyczekiwanej wiosny, ta jednak dopiero zaczynała wygrywać mozolną przepychankę z zimą. Zielona rewolucja, którą obserwujemy teraz, dwa tygodnie temu była dopiero w planach…

Podczas swoich wędrówek rzuciliśmy okiem na fort w Sarbinowie, zajrzeliśmy też do Dąbroszyna, gdzie nasz wzrok przykuł pomnik Victorii z końca XIX wieku. Figurę, w swoim obecnym stanie budzącą pewien niepokój, wzniesiono na cześć niegdyś niezmiernie popularnej w Polszcze postaci Fredka II Hohoenzollerna. Każdy z nas rozglądał się za ciekawymi tematami do zdjęć.

Do mnie szczęście uśmiechnęło się przedostatniego dnia wyjazdu. Chociaż wszystko zaczęło się dosyć komicznie…

Przez cały wyjazd liczyliśmy na choć jeden malowniczy wschód słońca. Niestety pogoda albo zupełnie nie dopisywała, albo prezentowała nam wschód w stylu okołorównikowym: noc… 3… 2… 1… dzień! Sobota nie zapowiadała nic ciekawszego, postanowiłem jednak zwlec się z wyra i podjąć próbę sfotografowania jakiegokolwiek pierzastego stworzenia. Pierwotny plan był standardowy – siatka maskująca, karimata, kałuża. Nie oczekiwałem cudów, bo w zasięgu marszu nie miałem zbyt dużego wyboru miejsca do zasiadki. Leżałem w zasadzie na pastwisku, na skraju rozlewiska. Pojedyncze ptaki zaczęły pojawiać się w pobliżu dosyć szybko i wyglądało na to, że wczesna pobudka nie pójdzie na marne. Do czasu…

Kiedy usłyszałem gdzieś z tyłu głosy, myślałem, że to może moje towarzystwo postanowiło wygrzebać się z pościeli i ruszyć na zdjęcia. Niestety chwilę potem stanęła bezpośrednio nade mną grupka uśmiechniętych ludzi (około 15 osób – w sumie 3 lornetki!). Ptaki w promieniu stu metrów oczywiście przepłoszone, a ja słyszę: „No i co, są ptaki?”. Kiedy już zapanowałem nad żądzą mordu, postanowiłem po prostu połazić po okolicy, licząc na jakieś ujęcia pliszki żółtej czy dymówek, które kręciły się w tym miejscu poprzedniego dnia.

Jaskółki wynagrodziły mi wcześniejszą porażkę ;)

Po powrocie znad Warty spędziłem na Mazowszu zaledwie dwa dni, żeby zaraz potem wyruszyć z Kasią w przeciwnym kierunku, nad Biebrzę! O tym wkrótce…

Kategorie: Krajobraz, Ludzie, Ptaki, Wyprawy
  1. Marek pisze:

    Post bardzo mnie się spodobał. Gorąco namawiam do tworzenia następnych. Bo na pewno w wyprawie nad Biebrzę też coś ciekawego się działo :-)

Napisz nam coś miłego